Na dyżurkę GOPR zgłosił się nam dziś młody człowiek, który poinformował o młodej, krwawiącej i kulejącej sarence, która najpierw leżała przy drodze w dolinie Wielkiego Kowańca, a potem zaczęła iść za grupą. Sarenka okazała się samcem, czyli koziołkiem (oj już widzę te nowotarskie skojarzenia!), ale nie tyle rannym, co najprawdopodobniej urodzonym w ostatnich dniach, wcale nie kulawym tylko jeszcze ledwo trzymającym się na nogach, a ślady krwi zostawione na kurtce jednego z turystów pewnie były niedokładnie wylizanym łożyskiem. Sam mam wyrzuty sumienia, że podszedłem tak blisko młodego dzikiego zwierzęcia, ale i tak zostało ono już dotknięte przez młodych ludzi, którzy je znaleźli, a ja koziołka ewentualnie tylko jeszcze przez chwilę postresowałem, ale za to poleciłem młodzieży zostawić zwierzę. Niemniej do czego zmierzam: Pod żadnym pozorem nie należy dotykać dzikich zwierząt w lesie. Po pierwsze mogą mieć wściekliznę, a po drugie, jak zapewne było w tym przypadku - matka może być gdzieś blisko, tylko nad instynktem macierzyńskim górę bierze strach przed człowiekiem. Sarna-mama może teraz już uciekać przed własnym młodym czując od niego zapach człowieka i w ten sposób skazując koziołka na śmierć głodową! |
m51_2935.jpg | m51_2939.jpg | m51_2944.jpg |
m51_2948.jpg | m51_2954.jpg | m51_2957.jpg |